W okół mnie było cicho. Jedyne dźwięki, jakie docierały do moich uszów to dźwięki piosenki Coldplay. Cały czas miałam uczucie, że ktoś za mną idzie, że ktoś mnie obserwuje. Ale za każdym razem, gdy patrzyłam za siebie widziałam to samo - ciemność. Przyspieszyłam kroku. Dziwnie się czuła i chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Po raz kolejny odwróciłam głowę. Zauważyłam ciemną postać, która podążała za mną. Przestraszyłam się. Cały czas oglądałam się za siebie. Widziałam, że osoba przyspieszyła. Zbliżał się do mnie szybko, a moje nogi, ze strachu, zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Chwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Patrzyłam na ciemną twarz wysokiego chłopaka. Skądś go znałam. Ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Pchnął mnie w jakiś ciemny zaułek i przycisnął do jednej ze ścian żelaznego garażu. Na mojej twarzy malowało się przerażenie, a on z chytrym uśmieszkiem patrzył na mnie. Zaczął błądzić rękoma po moim ciele. Chciałam się bronić. Uderzył mnie tak mocno, że odebrało mi to siłę.
-Pomocy! Zostaw mnie...!! - krzyczałam. Na marne.
-Zostaw mnie! Nie dotykaj! Pomocy!!! - zaczęłam krzyczeć i momentalnie podniosłam się na łóżku. Rozglądnęłam się dookoła i zapaliłam lampkę nocną. Upewniłam się, że nikogo nie ma w pokoju, po czym schowałam twarz w dłonie. Minęły już prawie trzy lata. Trzy cholerne lata, a ja dalej nie umiem sobie z tym poradzić. Każdej nocy śni mi się to samo. Zawsze dochodzi do tego samego miejsca i budzę się z krzykiem. Czemu to ja mam takiego pecha? Czemu? Chciałabym zacząć żyć normalnie, nie myśląc o tym, co się stało. Chciałabym, ale nawet przeprowadzka mi nie pomogła. Chodziłam na miliony terapii. Wszystko bezskuteczne. To, co on mi zrobił zniszczyło mi psychikę. Nie potrafię popatrzeć na nieznajomego mężczyznę inaczej. Nie potrafię zapomnieć, choć tak bardzo bym chciała. Boję się komuś zaufać. Boję się, że kolejna osoba mnie skrzywdzi. Nie chciałam płakać, ale to było silniejsze. Czułam jak moje ręce robią się całe mokre od łez. Miałam dość mojego życia. Usłyszałam dźwięk przekręcanego kluczyka w drzwiach. Miałam cichą nadzieję, że wróciła już z randki. Podeszła pod moje drzwi. Nacisnęła na klamkę i weszła do środka. Musiałam wyglądać okropnie , bo Ronnie wyglądała jakby zobaczyła ducha. Podbiegła do mnie i ez zbędnych pytań przytuliła. Ona wiedziała o wszystkim od samego początku. Pomogła mi, ale nie do końca. No właśnie. Nikt nie potrafił mi pomóc do końca. Rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Shhh... Skarbie, cichutko. Wiem, że to trudne, ale uspokój się. No już - podniosła mój podbródek do góry, abym spojrzała w jej zielone tęczówki. - Rozumiesz co do ciebie mówię? - kiwnęłam głową. - Zostanę z tobą dzisiaj - powiedziała i położyła się na moim łóżku, a że byłam w nią wtulona zrobiłam to samo. Zawsze tak było. Zawsze, gdy słyszała, że krzyczę przybiegała, przytulała, uspokajała i spała ze mną nie gasząc światła. Tak było też tym razem. Za to ją kochałam. Nie naciskała, potrafiła mnie zrozumieć jako jedna z nielicznych osób. Była po prostu jedyna. Uratowała mnie przed totalną zagładą.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej!! Z tej strony life is simple. W świecie poza komputerem jestem Ola, mam rocznikowo 16 lat i uczę się w ostatniej klasie gimnazjum. Postanowiłam zacząć to opowiadanie, ponieważ naszła mnie nagła wena, a że pomysł mi się spodobał postanowiłam go dopracować. ;) Tak oto powstał ten blog. Let me fix what I destroyed to całkowicie wymyślona przeze mnie fikcja. Jeśli zapoznaliście się z zakładką "Marionetki", a tym, którym jeszcze nie zdążyli się z nią zapoznać chciałam powiedzieć, a raczej napisać, że opowiadanie pisane jest w alternatywnej rzeczywistości, czyli One Direction nie istnieje (ale pojawiają się wszyscy członkowie), a żadna z postaci w tym opowiadaniu nie jest prawdziwa. Zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa.
Ze spraw organizacyjnych mam Wam do przekazania częstość ukazywania się rozdziałów. Będą się one pojawiały co tydzień we środy. Czemu? Bo będzie mi najwygodniej pisać rozdział przez siedem dni i wiem, że będzie on lepszy niż miałabym go pisać w dwa dni i dodawać jakieś bzdety i nieprzemyślane oraz niepasujące do siebie składnie.
Kolejną sprawą są linki do Waszych blogów. Otóż, zostawcie takowy, ale skomentujcie rozdział. Na blogi, których autor zostawi komentarz typu: "Hej, fajne opowiadanie zapraszam do siebie..." NIE WCHODZĘ!
I jeszcze jedna sprawa. Chcesz być informowana/ny? Wpisz się do odpowiedniej zakładki zostawiają najlepiej swojego Twittera. Mojego znajdziecie TU.
Love, Ola. ♥
swietny <3
OdpowiedzUsuń